Bardzo często spotykam się z sytuacjami, w których słyszę, jak ludzie sami nadają sobie etykietki. Mówią, że nie radzą sobie w relacjach bo są DDA, nie radzą z emocjami bo są WWO, nie czytają książek, bo mają ADHD… dużo tych łatek można sobie poprzypinać. Tylko po co? Po co nam one? Co nam dają? Czemu służą?
Zabrzmi być może dziwnie, ale paradoksalnie dają dużo. Tak, jak w chorobie, depresji, czy zaburzeniu możemy się z czymś zidentyfikować, żeby zrozumieć i wytłumaczyć nasze zachowanie. Potem chowamy się pod tą łatką, przykrywamy jak ciepłym kocykiem, układamy tak, żeby było komfortowo i przyjemnie i…. sobie tak zostajemy. Czasami coś sami pod ten kocyk przywleczemy, niekiedy poprosimy kogoś, żeby coś podał i tak sobie tkwimy. Dni, miesiące, lata…. im dłużej, tym trudniej wyjść.
A gdyby tak zmienić perspektywę i inaczej na to spojrzeć? Bez określania siebie jako ktoś, kto jest jakiś?
